Pakując się, zastanawiałam się czy to dobry pomysł by tam lecieć. Ale w sumie zawsze chciałam poznać to miasto, więc czemu nie. Pakowałam się od dobrych dwóch godzin, ale jakoś mi to nie szło. Postanowiłam zawołać mamę, żeby mi pomogła. Bo nie miałam zdrowia do tego.
- Mamo?!
- Słucham?
- Pomożesz mi się spakować? Bo mnie to irytuje powoli..
- Pewnie.
Po 5 minutach przyszła mama. Spakowała 3/4 moich rzeczy w niecałe 20 minut.
- Dziękuję. Nie poradziłabym sobie bez Ciebie.
- Nie ma za co. A co będzie jak będziesz chciała do nas wpaść w odwiedziny? To jak się spakujesz?
- Pewnie Megan mi pomoże. Jest w tym naprawdę dobra.
- Dobra, dobra. Uważaj bo Ci Megan pomoże. A teraz idź spać, bo późno już. Jutro Ci pomogę z resztą rzeczy.
- Pomoże, zobaczysz. Dobranoc.
- Dobranoc - ucałowała mnie w czoło i wyszła. Ja natomiast wygrzebałam z szafy piżamę, poszłam się umyć i po skończonej kąpieli, od razu wskoczyłam do łóżka. Byłam chyba bardzo zmęczona, bo nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam. Obudziłam się rano z lekkim bólem głowy, ale się nim zbytnio nie przejęłam. Wyciągnęłam z szuflady proszki przeciwbólowe i popiłam wodą. Gdy się obudziłam było dość wcześnie - 5:30. O tej porze zwykle rodzice wychodzili do pracy. Postanowiłam zejść na dół by zobaczyć czy jeszcze są. Nie było ich. Pewnie przed chwilą wyszli. Czasem nawet o tej porze ulice Miami były już zakorkowane. Dla mnie to było dziwne. Ale mniejsza o to. Postanowiłam pooglądać TV. Ale nic nie było normalnego o tej porze, więc włączyłam radio. Akurat leciała piosenka , którą kochałam - Conor Maynard- Vegas Girl. Gdy się skończyła, postanowiłam zrobić sobie coś jeść. Czułam się jak bym szła do szkoły, bo zwykle o 5:45 wstawałam do szkoły i robiłam sobie śniadanie. Postanowiłam zrobić sobie dziś jajecznicę. Po zjedzeniu wyłączyłam telewizor i poszłam do łazienki. Kąpałam się chyba dobrą godzinę. Postanowiłam w końcu z niej wyjść. Owinęłam się w ręcznik i poszłam do pokoju wygrzebać jakieś ubrania z szafy. Gdy skończyłam ubrałam się w granatowe rurki i luźny biały T-shirt. Poszłam wysuszyć włosy. Związałam je w kitkę i z powrotem zeszłam na dół.
- Co by tu porobić? Dopiero 7:00 rano... - gadałam sama do siebie. Nagle wpadłam na pomysł by pójść z moim psem na spacer. Wzięłam smycz, zamknęłam drzwi i poszłam na podwórko. Harold ( bo tak miał na imię mój pies ) kopał dziury w grządkach. "No tak. Mama się zbytnio nie ucieszy z tego widoku." - bąknęłam pod nosem. Zawołałam psa, zapięłam mu smycz przy obroży i wszyłam. Jak na tą porę to w Miami robiło się już gorąco. Nawet pies po 10 minutach spaceru dyszał. Chciałam pójść na lody, ale dopiero od 8:00 otwierali sklep na przedmieściach. Skierowałam się w stronę parku. Na samym jego środku stała fontanna. Lubiłam tam przesiadywać. Mogłam spokojnie pomyśleć. Czasem zdarzały się tam dobre rzeczy, ale to czasem. Tam poznałam chłopaka, na którym szybko się sparzyłam. Ale tak czy siak, kochałam tu przychodzić. Usiadłam na brzegu fontanny i zaczęłam myśleć co ja będę robić w Angli a dokładnie w Londynie? Z zamyśleń wyrwał mnie mój pies, który bez chwili zastanowienia wskoczył do wody i tym samym mnie ochlapał. Cały Harold. Lubił zabawy w wodzie, ale bez przesady no. Wstałam i zawołałam Harolda. Stanął przede mną i się otrzepał z wody. Automatycznie się odsunęłam, by znów mnie nie ochlapał. Upięłam go na smycz i poszłam w stronę najbliższego sklepu. Na szczęście był otwarty. Przywiązałam go do balustrady i weszłam do sklepu. Sprzedawca dziwnie się na mnie patrzył. No tak, byłam przecież mokra. Ale nie ważne. Wzięłam wodę i 2 gałki lodów. Zapłaciłam i wyszłam. Odwiązałam psa i pokierowałam się w stronę domu. Na moje nie szczęście spotkałam Dylana.
- No proszę, proszę. Kogo moje oczy widzą. Pam co u Ciebie słonko?
- Po pierwsze nie mów do mnie słonko, bo już nie jestem Twoją dziewczyną. Po drugie dobrze a po trzecie się odwal.
- Ale po co być takim niemiłym? Ja się tylko grzecznie spytałem.
- Nie mam czasu na gadanie z Tobą. Muszę iść.Cześć - warknęłam i jak najszybciej oddaliłam się od Niego. Irytował mnie. Zawsze musiałam na Niego wpaść albo On na mnie. To wyglądało tak jakby mnie śledził. Wracałam wolnym krokiem do domu, bo w sumie nigdzie mi się nie śpieszyło. Jedynie co, to musiałam zapakować resztę ubrań na wyjazd. "Jak ten czas szybko leci. " pomyślałam - i pomyśleć, że jeszcze całkiem nie tak dawno bawiłam się z Megan w piaskownicy. A teraz już jestem dorosła i niezależna. Gdy wróciłam do domu była 9:15. Aż się zdziwiłam, że tak długo mnie nie było. Zostawiłam Harolda na podwórku i poszłam po jakąś książkę. Wróciłam z piciem, ciastkami i książką pt. "Harry Potter i Książę Pół Krwi " autorstwa J.K. Rowling . Usiadłam na hamaku i pogłębiłam się w lekturze. Z czytania wyrwał mnie dzwonek esemesa. Wzięłam do ręki telefon i przeczytałam wiadomość.
" Siema! Nie chcesz się gdzieś przejść? :D "
" Chętnie. A gdzie i za ile? "
" A bo ja wiem? Może za godzinę, koło parku? "
" Chętnie. Do zobaczenia "
" No pa. "
Dobra więc mam gdzieś około 30 minut by się doprowadzić do ładu - gadałam sama do siebie. Wstałam z hamaka, zaniosłam ciastka i picie do kuchni. Poszłam do łazienki, żeby się doprowadzić do ładu. Wracając poszłam jeszcze do pokoju po torbę i portfel i tym samym zostawiając książkę na łóżku. Zeszłam na dół, zgarnęłam ze stołu telefon i wyszłam. W parku byłam 5 minut wcześniej. Usiadłam na ławce i czekałam na swoja przyjaciółkę. W kieszeni spodni poczułam wibracje. Wyjęłam telefon i przeczytałam wiadomość.
" Gdzie jesteś? "
" Na ławce koło fontanny. "
" A okej. Widzę Cię. :D "
- No siema! - odezwała się Megan.
- Hej. Co Ty taka zdyszana? - zapytałam nie kryjąc uśmiechu.
- Oj, bo wyszłam za późno z domu i musiałam podbiec kawałek, żeby się nie spóźnić.
- Przecież bym poczekała. Mam mnóstwo czasu - uśmiechnęłam się szeroko, pokazując rząd białych zębów.
- A co spakowana już jesteś ?
- No w 3/4, bo mama mi pomogła. A przecież wiesz, że ja się pakować nie umiem.. A Ty już spakowana na wyjazd ?
- Doskonale wiem, że nie umiesz i tak jestem już spakowana.
- Zmieńmy temat może co ?
- Haha. Jasne.
- Ty wiesz, że będziemy musiały sobie znaleźć jakaś pracę prawda ?
- Wiem i ta myśl mnie przeraża. Choć w sumie ja bym mogła się zatrudnić w szkole tańca ...
- No z tym to się zgodzę. Super tańczysz i masz talent. A ja nie wiem gdzie bym się podziała..
- Oj coś wymyślimy jak tam będziemy. Na razie nie zamartwiajmy się tym ok ?
- No w sumie masz rację. Idziemy na lody ?
- A może na kawę i puchar lodów ?
- A to lepsza opcja.
Uśmiechnęłyśmy się do siebie i skierowałyśmy się do pobliskiej kawiarni. Zamówiłyśmy po pucharze lodów i kawie. Po niecałych 10 minutach kelnerka dostarczyła nam zamówienie jak i rachunek. Przesiedziałyśmy w kawiarni dobre 2 godziny, a przecież jeszcze musiałam się spakować.
- Ej Meg ..? Możemy już wracać, bo ja jeszcze muszę spakować resztę rzeczy..
- No jasne.
Zapłaciłyśmy i wyszłyśmy. W domu byłam po 15 minutach. Otworzyłam drzwi i cisza. Nikogo jeszcze nie było. Rodzice kończą pracę dopiero o 19:00, a jest dopiero chwilę przed 18:00. Pomyślałam, że spakuję resztę rzeczy sama. Pobiegłam do pokoju, rzuciłam torbę na łóżko, odpaliłam laptopa, włączyłam pierwszą lepszą piosenkę z listy i zaczęłam pakowanie reszty rzeczy. Nawet to było proste. Po godzinie torba, a może raczej torby stały pod ścianą. Usadowiłam się na łóżku, wzięłam na kolana laptopa i włączyłam jakiś film. Po niecałej godzinie oglądania, wyłączyłam go. Zamknęłam klapę laptopa i odstawiłam go na szafkę nocną. Zwlokłam się z łóżka, wyjęłam z komody jakieś spodenki i starą bluzkę i pokierowałam się do łazienki. Po półgodzinnym prysznicu i 10 minutach rozczesywania moich kudłów, wróciłam do pokoju. Walnęłam się na łóżko i zasnęłam.
-------------------------------
I jak 2 roździał ? Mi się za specjalnie nie podoba, no ale jakoś mi to wyszło. Dziękuje za miłe komentarze. To dziwne że ktoś czyta moje wypociny. W następnych roździałach będzię się więcej działo. Wczoraj Liam miał urodziny !! Jak ten czas szybko leci ... Pamiętaj CZYTASZ = PISZESZ !! xx
czwartek, 30 sierpnia 2012
wtorek, 28 sierpnia 2012
01. Surprise
"Ostatni dzień w szkole." - pomyślałam, wychodząc z łóżka, równocześnie przeciągając się leniwie. Spojrzałam na zegarek. Punkt 9:00. Do zakończenia roku miałam jeszcze półtorej godziny, więc się zbytnio nie śpieszyłam. Podeszłam do szafy wyciągając z niej czarne spodenki, biało-czarną bluzkę, żakiet i czarne trampki. Kierowałam się w stronę łazienki, lecz moją uwagę przykuło zdjęcie klasowe robione jeszcze w tym roku. Stało ono na komodzie, oprawione w ramkę. Wzięłam je do ręki i zaczęłam spoglądać na wszystkich swoich kumpli z klasy.
- Będzie mi ich brakowało - szepnęłam i zniknęłam za drzwiami łazienki. Po 30 minutach wyszłam z mokrymi włosami koloru brązowego, które nonszalancko opadały mi na ramiona. Nie lubiłam ich rozczesywać, bo zawsze miałam z nimi problem. Były długie i zaraz robiły mi się kołtuny. Po 15 minutach czesania w końcu mi się udało i mogłam wrócić z powrotem do łazienki i je wysuszyć. Gdy wreszcie skończyłam zeszłam na dół, by móc zjeść śniadanie. Na stole czekały na mnie naleśniki z czekoladą, które wręcz uwielbiałam. Zjadłszy śniadanie, jeszcze poszłam do łazienki by umyć zęby. Wracając z łazienki wzięłam jeszcze swoją ulubioną czarną kopertówkę i wyszłam. Do szkoły miałam 10 minut drogi. Zaszłam jeszcze po swoją przyjaciółkę od 5 roku życia - Megan. Mieszkałyśmy zaledwie 2 domy od siebie. Zapukałam do drzwi Megan. Otworzyła jej, mama.
- Dzień dobry pani Gliferon. Jest Megan ?
- Dzień dobry Pam. Tak. Wchodź.
- Dziękuję - niepewnie weszłam do swojej przyjaciółki. Zawsze czułam się nie swojo przebywając u kogoś.
- Chcesz coś do picia? - zapytała mama mojej przyjaciółki.
- Z chęcią.
Pani Gliferon nalała mi do szklanki coli. Pani Aliana była miłą kobietą. Lubiła każde koleżanki jej córki. Ale najbardziej właśnie mnie, a w sumie tak mi się wydawało. Po 5 minutach od kąt przyszłam , Megan już zeszła.
- Czeeeść! - krzyknęła Megan schodząc ze schodów.
- Heej! - odpowiedziałam
- To jak idziemy?
- No idziemy. Mamy 10 minut.
- Eee to zdążymy. Będę później mamo. Pa.
- Dobrze kochanie. Pa.
- Do widzenia.
- Do widzenia Pam.
I wyszłyśmy, szłyśmy wolnym krokiem, plotkując o chłopakach. Głównie to cały czas tylko o tym gadałyśmy. Nim się zorientowałyśmy byłyśmy już przy szkole. Weszłyśmy do środka i nikogo tam nie było.
- Sala gimnastyczna! - krzyknęła Meg. Pobiegłyśmy w kierunku sali, otworzyłyśmy cicho drzwi i wyszukałyśmy dwóch wolnych miejsc. Przez bite 2 godziny słuchałyśmy dyrektora jak mówił, o tym co jest najważniejsze w życiu. Że przez naukę może osiągnąć wszystko itp. Nie uśmiechało nam się słuchanie dyrektora, ale w końcu skończył swoją przemowę. "Czas na dyplomy ukończenia szkoły." - pomyślałam.
- Pam Parker - wyczytała wicedyrektorka szkoły. Szłam niepewnym krokiem. Czułam jak wszyscy się na mnie patrzą. Nie lubiłam tego. Byłam nieśmiała. Czułam, że się rumienie. Ale to było silniejsze od mnie. Nie mogłam nad tym zapanować. Weszłam na scenę. Pani Jones padała mi zwinięty dyplom. Uściskała moją rękę i pogratulowała bardzo dobrych stopni. Uśmiechnęłam się sztucznie, odwzajemniłam uścisk dłoni, zeszłam ze sceny i czym prędzej udałam się na swoje miejsce.
- Megan Gliferon - wyczytała pani Jones. Megan zrobiła to samo, szybkim krokiem podeszła na scenę, pani Cecilia podała jej zwinięty dyplom, pogratulowała ukończenia szkoły jak i dobrych ocen, uścisnęła jej dłoń i odeszła. Megan powróciła szybko na swoje miejsce.
- Oglądamy dyplomy teraz czy później? - zapytała nagle.
- Możemy teraz - mruknęłam.
Rozwinęłyśmy dyplomy. Miałyśmy identyczne oceny. Każda z nas się bardzo dobrze uczyła. I dobrze w sumie. Po zakończonej ceremonii, wyszłyśmy ze szkoły, pożegnałyśmy się z ludźmi z klasy i kierowałyśmy się do domów. Po drodze wstąpiłyśmy na lody i kawę. Przegadałyśmy całe popołudnie. Do domu wróciłam o 18.
- No co tak długo? - zapytała mama.
- A byłam z Megan na lodach i kawie. A co ?
- A nie, nic. Pokaż no swoje oceny.
Podałam mamie dyplom i kartkę z ocenami. Była chyba zadowolona. Wywnioskowałam to po uśmiechu od ucha do ucha.
- Idź na górę się przebrać. Musimy Ci coś powiedzieć.
- Ale co ?
- Zaraz się dowiesz.
- N-n-oo dobra.
Jak mama prosiła tak też i zrobiłam. Przebrałam się w moje ulubione luźne rurki i luźną bluzkę. W sumie w takim stroju mogłabym całe życie przechodzić. Nie lubiłam galowych ubrań. Było mi w nich zwyczajnie niewygodnie. Zeszłam na dół. Rodzice już na mnie czekali.
- Siadaj - powiedział tata - Skoro jesteś już pełnoletnia i tak dobrze ukończyłaś szkołę średnią, mamy dla Ciebie pewien prezent.
Nie wiedziałam o co mu chodzi. Jaki prezent ? Podeszła do mnie mama i dała kopertę.
- Otwórz - powiedziała.
- Dobrze.
Otworzyłam kopertę i zaniemówiłam.
- Bilety do Londynu?! Boże dziękuję Wam!
Wstałam z kanapy i przytuliłam każde z Nich najmocniej jak potrafiłam.
- A dla kogo jest drugi bilet ?
- Pomyśleliśmy, że będziesz chciała kogoś zabrać. Mieliśmy na myśli Megan.
- Łał.. Em nie nie wiem co powiedzieć. Jesteście wspaniali!
Przytuliłam ich jeszcze raz najmocniej jak potrafiłam i pobiegłam na górę. Zadzwoniłam od razu do Megan.
- Siema! No nie uwierzysz!
- Hej. No gadaj o co chodzi! - mówiła podekscytowana Megan.
- Jadę do Londynu! A to nie koniec. Ty jedziesz ze mną - zaczęłam piszczeć do słuchawki.
- To fajnie.. Ale ja nie mam pieniędzy na bilet.
- Ale Ty już masz bilet!
- Ale jak?!
- Normalnie. Rodzice kupili mi dwa bilety, bo stwierdzili, że będę chciała kogoś zabrać, więc zabieram Ciebie!
- Pam. Jak ja Ci się odwdzięczę?
- Wystarczy, że powiesz czy się zgadzasz.
- No jasne, że się zgadzam! A kiedy mamy lot?
- No za 2 dni, więc trzeba się pakować. Idź powiedzieć mamie.
- Już to zrobiłam i się zgadza. O której lecimy?
- O 23. To się widzimy o 22 na lotnisku, bo odprawa jeszcze.
- No wiem. To do zobaczenia.
- No pa.
Rzuciłam telefon na łóżko i wyciągnęłam z szafy walizkę. Ale jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Gdzie my będziemy mieszkać ?
- Mamo?! A gdzie my będziemy mieszkać ?
- Macie wykupiony domek niedaleko centrum w Londynie. I opłacone na cały rok.
- Nie musieliście.
- Musieliśmy. Wiemy, że to Twoje marzenie, więc je teraz spełniamy. - uśmiechnęła się do mnie mama.
- Jeszcze raz Wam za wszystko dziękuję.
Pobiegłam na górę, stanęłam przed plakatem zespołu One Direction . Nikt o tym nie wiedział, że jestem ich fanką, prócz Megan, która była również ich fanką. Popatrzyłam się jeszcze przez chwilę na Nich i powiedziałam sama do siebie.
- Niedługo Was spotkam - i zaczęłam się powoli pakować.
- Będzie mi ich brakowało - szepnęłam i zniknęłam za drzwiami łazienki. Po 30 minutach wyszłam z mokrymi włosami koloru brązowego, które nonszalancko opadały mi na ramiona. Nie lubiłam ich rozczesywać, bo zawsze miałam z nimi problem. Były długie i zaraz robiły mi się kołtuny. Po 15 minutach czesania w końcu mi się udało i mogłam wrócić z powrotem do łazienki i je wysuszyć. Gdy wreszcie skończyłam zeszłam na dół, by móc zjeść śniadanie. Na stole czekały na mnie naleśniki z czekoladą, które wręcz uwielbiałam. Zjadłszy śniadanie, jeszcze poszłam do łazienki by umyć zęby. Wracając z łazienki wzięłam jeszcze swoją ulubioną czarną kopertówkę i wyszłam. Do szkoły miałam 10 minut drogi. Zaszłam jeszcze po swoją przyjaciółkę od 5 roku życia - Megan. Mieszkałyśmy zaledwie 2 domy od siebie. Zapukałam do drzwi Megan. Otworzyła jej, mama.
- Dzień dobry pani Gliferon. Jest Megan ?
- Dzień dobry Pam. Tak. Wchodź.
- Dziękuję - niepewnie weszłam do swojej przyjaciółki. Zawsze czułam się nie swojo przebywając u kogoś.
- Chcesz coś do picia? - zapytała mama mojej przyjaciółki.
- Z chęcią.
Pani Gliferon nalała mi do szklanki coli. Pani Aliana była miłą kobietą. Lubiła każde koleżanki jej córki. Ale najbardziej właśnie mnie, a w sumie tak mi się wydawało. Po 5 minutach od kąt przyszłam , Megan już zeszła.
- Czeeeść! - krzyknęła Megan schodząc ze schodów.
- Heej! - odpowiedziałam
- To jak idziemy?
- No idziemy. Mamy 10 minut.
- Eee to zdążymy. Będę później mamo. Pa.
- Dobrze kochanie. Pa.
- Do widzenia.
- Do widzenia Pam.
I wyszłyśmy, szłyśmy wolnym krokiem, plotkując o chłopakach. Głównie to cały czas tylko o tym gadałyśmy. Nim się zorientowałyśmy byłyśmy już przy szkole. Weszłyśmy do środka i nikogo tam nie było.
- Sala gimnastyczna! - krzyknęła Meg. Pobiegłyśmy w kierunku sali, otworzyłyśmy cicho drzwi i wyszukałyśmy dwóch wolnych miejsc. Przez bite 2 godziny słuchałyśmy dyrektora jak mówił, o tym co jest najważniejsze w życiu. Że przez naukę może osiągnąć wszystko itp. Nie uśmiechało nam się słuchanie dyrektora, ale w końcu skończył swoją przemowę. "Czas na dyplomy ukończenia szkoły." - pomyślałam.
- Pam Parker - wyczytała wicedyrektorka szkoły. Szłam niepewnym krokiem. Czułam jak wszyscy się na mnie patrzą. Nie lubiłam tego. Byłam nieśmiała. Czułam, że się rumienie. Ale to było silniejsze od mnie. Nie mogłam nad tym zapanować. Weszłam na scenę. Pani Jones padała mi zwinięty dyplom. Uściskała moją rękę i pogratulowała bardzo dobrych stopni. Uśmiechnęłam się sztucznie, odwzajemniłam uścisk dłoni, zeszłam ze sceny i czym prędzej udałam się na swoje miejsce.
- Megan Gliferon - wyczytała pani Jones. Megan zrobiła to samo, szybkim krokiem podeszła na scenę, pani Cecilia podała jej zwinięty dyplom, pogratulowała ukończenia szkoły jak i dobrych ocen, uścisnęła jej dłoń i odeszła. Megan powróciła szybko na swoje miejsce.
- Oglądamy dyplomy teraz czy później? - zapytała nagle.
- Możemy teraz - mruknęłam.
Rozwinęłyśmy dyplomy. Miałyśmy identyczne oceny. Każda z nas się bardzo dobrze uczyła. I dobrze w sumie. Po zakończonej ceremonii, wyszłyśmy ze szkoły, pożegnałyśmy się z ludźmi z klasy i kierowałyśmy się do domów. Po drodze wstąpiłyśmy na lody i kawę. Przegadałyśmy całe popołudnie. Do domu wróciłam o 18.
- No co tak długo? - zapytała mama.
- A byłam z Megan na lodach i kawie. A co ?
- A nie, nic. Pokaż no swoje oceny.
Podałam mamie dyplom i kartkę z ocenami. Była chyba zadowolona. Wywnioskowałam to po uśmiechu od ucha do ucha.
- Idź na górę się przebrać. Musimy Ci coś powiedzieć.
- Ale co ?
- Zaraz się dowiesz.
- N-n-oo dobra.
Jak mama prosiła tak też i zrobiłam. Przebrałam się w moje ulubione luźne rurki i luźną bluzkę. W sumie w takim stroju mogłabym całe życie przechodzić. Nie lubiłam galowych ubrań. Było mi w nich zwyczajnie niewygodnie. Zeszłam na dół. Rodzice już na mnie czekali.
- Siadaj - powiedział tata - Skoro jesteś już pełnoletnia i tak dobrze ukończyłaś szkołę średnią, mamy dla Ciebie pewien prezent.
Nie wiedziałam o co mu chodzi. Jaki prezent ? Podeszła do mnie mama i dała kopertę.
- Otwórz - powiedziała.
- Dobrze.
Otworzyłam kopertę i zaniemówiłam.
- Bilety do Londynu?! Boże dziękuję Wam!
Wstałam z kanapy i przytuliłam każde z Nich najmocniej jak potrafiłam.
- A dla kogo jest drugi bilet ?
- Pomyśleliśmy, że będziesz chciała kogoś zabrać. Mieliśmy na myśli Megan.
- Łał.. Em nie nie wiem co powiedzieć. Jesteście wspaniali!
Przytuliłam ich jeszcze raz najmocniej jak potrafiłam i pobiegłam na górę. Zadzwoniłam od razu do Megan.
- Siema! No nie uwierzysz!
- Hej. No gadaj o co chodzi! - mówiła podekscytowana Megan.
- Jadę do Londynu! A to nie koniec. Ty jedziesz ze mną - zaczęłam piszczeć do słuchawki.
- To fajnie.. Ale ja nie mam pieniędzy na bilet.
- Ale Ty już masz bilet!
- Ale jak?!
- Normalnie. Rodzice kupili mi dwa bilety, bo stwierdzili, że będę chciała kogoś zabrać, więc zabieram Ciebie!
- Pam. Jak ja Ci się odwdzięczę?
- Wystarczy, że powiesz czy się zgadzasz.
- No jasne, że się zgadzam! A kiedy mamy lot?
- No za 2 dni, więc trzeba się pakować. Idź powiedzieć mamie.
- Już to zrobiłam i się zgadza. O której lecimy?
- O 23. To się widzimy o 22 na lotnisku, bo odprawa jeszcze.
- No wiem. To do zobaczenia.
- No pa.
Rzuciłam telefon na łóżko i wyciągnęłam z szafy walizkę. Ale jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Gdzie my będziemy mieszkać ?
- Mamo?! A gdzie my będziemy mieszkać ?
- Macie wykupiony domek niedaleko centrum w Londynie. I opłacone na cały rok.
- Nie musieliście.
- Musieliśmy. Wiemy, że to Twoje marzenie, więc je teraz spełniamy. - uśmiechnęła się do mnie mama.
- Jeszcze raz Wam za wszystko dziękuję.
Pobiegłam na górę, stanęłam przed plakatem zespołu One Direction . Nikt o tym nie wiedział, że jestem ich fanką, prócz Megan, która była również ich fanką. Popatrzyłam się jeszcze przez chwilę na Nich i powiedziałam sama do siebie.
- Niedługo Was spotkam - i zaczęłam się powoli pakować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)