czwartek, 30 sierpnia 2012

02. Conversation

 Pakując się, zastanawiałam się czy to dobry pomysł by tam lecieć. Ale w sumie zawsze chciałam poznać to miasto, więc czemu nie. Pakowałam się od dobrych dwóch godzin, ale jakoś mi to nie szło. Postanowiłam zawołać mamę, żeby mi pomogła. Bo nie miałam zdrowia do tego.
- Mamo?!
- Słucham?
- Pomożesz mi się spakować? Bo mnie to irytuje powoli..
- Pewnie.
Po 5 minutach przyszła mama. Spakowała 3/4 moich rzeczy w niecałe 20 minut.
- Dziękuję. Nie poradziłabym sobie bez Ciebie.
- Nie ma za co. A co będzie jak będziesz chciała do nas wpaść w odwiedziny? To jak się spakujesz?
- Pewnie Megan mi pomoże. Jest w tym naprawdę dobra.
- Dobra, dobra. Uważaj bo Ci Megan pomoże. A teraz idź spać, bo późno już. Jutro Ci pomogę z resztą rzeczy.
- Pomoże, zobaczysz. Dobranoc.
- Dobranoc - ucałowała mnie w czoło i wyszła. Ja natomiast wygrzebałam z szafy piżamę, poszłam się umyć i po skończonej kąpieli, od razu wskoczyłam do łóżka. Byłam chyba bardzo zmęczona, bo nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam. Obudziłam się rano z lekkim bólem głowy, ale się nim zbytnio nie przejęłam. Wyciągnęłam z szuflady proszki przeciwbólowe i popiłam wodą. Gdy się obudziłam było dość wcześnie - 5:30. O tej porze zwykle rodzice wychodzili do pracy. Postanowiłam zejść na dół by zobaczyć czy jeszcze są. Nie było ich. Pewnie przed chwilą wyszli. Czasem nawet o tej porze ulice Miami  były już zakorkowane. Dla mnie to było dziwne. Ale mniejsza o to. Postanowiłam pooglądać TV. Ale nic nie było normalnego o tej porze, więc włączyłam radio. Akurat leciała piosenka , którą kochałam - Conor Maynard- Vegas Girl. Gdy się skończyła, postanowiłam zrobić sobie coś jeść. Czułam się jak bym szła do szkoły, bo zwykle o 5:45 wstawałam do szkoły i robiłam sobie śniadanie. Postanowiłam zrobić sobie dziś jajecznicę. Po zjedzeniu wyłączyłam telewizor i poszłam do łazienki. Kąpałam się chyba dobrą godzinę. Postanowiłam w końcu z niej wyjść. Owinęłam się w ręcznik i poszłam do pokoju wygrzebać jakieś ubrania z szafy. Gdy skończyłam ubrałam się w granatowe rurki i luźny biały T-shirt. Poszłam wysuszyć włosy. Związałam je w kitkę i z powrotem zeszłam na dół.
- Co by tu porobić? Dopiero 7:00 rano... - gadałam sama do siebie. Nagle wpadłam na pomysł by pójść z moim psem na spacer.  Wzięłam smycz, zamknęłam drzwi i poszłam na podwórko. Harold ( bo tak miał na imię mój pies ) kopał dziury w grządkach. "No tak. Mama się zbytnio nie ucieszy z tego widoku." - bąknęłam pod nosem. Zawołałam psa, zapięłam mu smycz przy obroży i wszyłam. Jak na tą porę to w Miami  robiło się już gorąco. Nawet pies po 10 minutach spaceru dyszał. Chciałam pójść na lody, ale dopiero od 8:00 otwierali sklep na przedmieściach. Skierowałam się w stronę parku. Na samym jego środku stała fontanna. Lubiłam tam przesiadywać. Mogłam spokojnie pomyśleć. Czasem zdarzały się tam dobre rzeczy, ale to czasem. Tam poznałam chłopaka, na którym szybko się sparzyłam. Ale tak czy siak, kochałam tu przychodzić. Usiadłam na brzegu fontanny i zaczęłam myśleć co ja będę robić w Angli a dokładnie w Londynie? Z zamyśleń wyrwał mnie mój pies, który bez chwili zastanowienia wskoczył do wody i tym samym mnie ochlapał. Cały Harold. Lubił zabawy w wodzie, ale bez przesady no. Wstałam i zawołałam Harolda. Stanął przede mną i się otrzepał z wody. Automatycznie się odsunęłam, by znów mnie nie ochlapał. Upięłam go na smycz i poszłam w stronę najbliższego sklepu. Na szczęście był otwarty. Przywiązałam go do balustrady i weszłam do sklepu. Sprzedawca dziwnie się na mnie patrzył. No tak, byłam przecież mokra. Ale nie ważne. Wzięłam wodę i 2 gałki lodów. Zapłaciłam i wyszłam. Odwiązałam psa i pokierowałam się w stronę domu. Na moje nie szczęście spotkałam Dylana.
- No proszę, proszę. Kogo moje oczy widzą. Pam co u Ciebie słonko?
- Po pierwsze nie mów do mnie słonko, bo już nie jestem Twoją dziewczyną. Po drugie dobrze a po trzecie się odwal.
- Ale po co być takim niemiłym? Ja się tylko grzecznie spytałem.
- Nie mam czasu na gadanie z Tobą. Muszę iść.Cześć - warknęłam i jak najszybciej oddaliłam się od Niego. Irytował mnie. Zawsze musiałam na Niego wpaść albo On na mnie. To wyglądało tak jakby mnie śledził. Wracałam wolnym krokiem do domu, bo w sumie nigdzie mi się nie śpieszyło. Jedynie co, to musiałam zapakować resztę ubrań na wyjazd. "Jak ten czas szybko leci. " pomyślałam - i pomyśleć, że jeszcze całkiem nie tak dawno bawiłam się z Megan w piaskownicy. A teraz już jestem dorosła i niezależna. Gdy wróciłam do domu była 9:15. Aż się zdziwiłam, że tak długo mnie nie było. Zostawiłam Harolda na podwórku i poszłam po jakąś książkę. Wróciłam z piciem, ciastkami i książką pt. "Harry Potter i Książę Pół Krwi " autorstwa J.K. Rowling . Usiadłam na hamaku i pogłębiłam się w lekturze. Z czytania wyrwał mnie dzwonek esemesa. Wzięłam do ręki telefon i przeczytałam wiadomość.
" Siema! Nie chcesz się gdzieś przejść? :D "
" Chętnie. A gdzie i za ile?  "
" A bo ja wiem? Może za godzinę, koło parku? "
" Chętnie. Do zobaczenia "
" No pa. "
Dobra więc mam gdzieś około 30 minut by się doprowadzić do ładu - gadałam sama do siebie. Wstałam z hamaka, zaniosłam ciastka i picie do kuchni. Poszłam do łazienki, żeby się doprowadzić do ładu. Wracając poszłam jeszcze do pokoju po torbę i portfel i tym samym zostawiając książkę na łóżku. Zeszłam na dół, zgarnęłam ze stołu telefon i wyszłam. W parku byłam 5 minut wcześniej. Usiadłam na ławce i czekałam na swoja przyjaciółkę. W kieszeni spodni poczułam wibracje. Wyjęłam telefon i przeczytałam wiadomość.
" Gdzie jesteś? "
" Na ławce koło fontanny. "
" A okej. Widzę Cię. :D "
- No siema! - odezwała się Megan.
- Hej. Co Ty taka zdyszana? - zapytałam nie kryjąc uśmiechu.
- Oj, bo wyszłam za późno z domu i musiałam podbiec kawałek, żeby się nie spóźnić.
- Przecież bym poczekała. Mam mnóstwo czasu - uśmiechnęłam się szeroko, pokazując rząd białych zębów.
- A co spakowana już jesteś ?
- No w 3/4, bo mama mi pomogła. A przecież wiesz, że ja się pakować nie umiem.. A Ty już spakowana na wyjazd ?
- Doskonale wiem, że nie umiesz i tak jestem już spakowana.
- Zmieńmy temat może co ?
- Haha. Jasne.
- Ty wiesz, że będziemy musiały sobie znaleźć jakaś pracę prawda ?
- Wiem i ta myśl mnie przeraża. Choć w sumie ja bym mogła się zatrudnić w szkole tańca ...
- No z tym to się zgodzę. Super tańczysz i masz talent. A ja nie wiem gdzie bym się podziała..
- Oj coś wymyślimy jak tam będziemy. Na razie nie zamartwiajmy się tym ok ?
- No w sumie masz rację. Idziemy na lody ?
- A może na kawę i puchar lodów ?
- A to lepsza opcja.
Uśmiechnęłyśmy się do siebie i skierowałyśmy się do pobliskiej kawiarni. Zamówiłyśmy po pucharze lodów i kawie. Po niecałych 10 minutach kelnerka dostarczyła nam zamówienie jak i rachunek. Przesiedziałyśmy w kawiarni dobre 2 godziny, a przecież jeszcze musiałam się spakować.
- Ej Meg ..? Możemy już wracać, bo ja jeszcze muszę spakować resztę rzeczy..
- No jasne.
Zapłaciłyśmy i wyszłyśmy. W domu byłam po 15 minutach. Otworzyłam drzwi i cisza. Nikogo jeszcze nie było. Rodzice kończą pracę dopiero o 19:00, a jest dopiero chwilę przed 18:00. Pomyślałam, że spakuję resztę rzeczy sama. Pobiegłam do pokoju, rzuciłam torbę na łóżko, odpaliłam laptopa, włączyłam pierwszą lepszą piosenkę z listy i zaczęłam pakowanie reszty rzeczy. Nawet to było proste. Po godzinie torba, a może raczej torby stały pod ścianą. Usadowiłam się na łóżku, wzięłam na kolana laptopa i włączyłam jakiś film. Po niecałej godzinie oglądania, wyłączyłam go. Zamknęłam klapę laptopa i odstawiłam go na szafkę nocną. Zwlokłam się z łóżka, wyjęłam z komody jakieś spodenki i starą bluzkę i pokierowałam się do łazienki. Po półgodzinnym prysznicu i 10 minutach rozczesywania moich kudłów, wróciłam do pokoju. Walnęłam się na łóżko i zasnęłam.

-------------------------------

I jak 2 roździał ? Mi się za specjalnie nie podoba, no ale jakoś mi to wyszło. Dziękuje za miłe komentarze. To dziwne że ktoś czyta moje wypociny. W następnych roździałach będzię się więcej działo. Wczoraj Liam miał urodziny !! Jak ten czas szybko leci ... Pamiętaj CZYTASZ = PISZESZ !! xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz